JEZU, PRZEMIENIAJ NAS, NA CHWAŁĘ SWOJĄ

Świadectwo

Z rekolekcji w 2012 r.

Moje rekolekcje i charyzmat Taboru

Przybyłam do Lasek serdecznie przyjęta w Domu Rekolekcyjnym przez gościnne Siostry Franciszkanki Służebnice Krzyża. Wkrótce napełnił się dom „stary” i „nowy”, i zawrzało jak w ulu! – To eksplozja radosnych powitań otwierała doroczne spotkanie rekolekcyjne naszej Wspólnoty. Kolejny już raz przybyłyśmy tu z różnych miejscowości, w których mieszkamy na co dzień – samotnie lub w rodzinach, niejednokrotnie daleko od siebie… W odniesieniu do naszego powołania do życia konsekrowanego w świecie – to oddalenie nie osłabia – lecz, przy Bożej pomocy – zdaje się sprzyjać jedności i stałej, serdecznej więzi. Podtrzymują ją naturalnie różne spotkania formacyjne, modlitewne… towarzyskie i inne, wspomaga łączność „komórkowa”, internetowa, korespondencyjna przez krążące wśród nas wspólnotowe „pisemko”, a także nasze małe „tradycje” i piosenki. Przede wszystkim jednak fundamentem naszej więzi i jedności jest nasz umiłowany charyzmat Taboru..

Wprawdzie spragnione „wygadania się” (czego nam zawsze za mało!) – już pod wieczór pierwszego dnia tygodniowych rekolekcji wchodzimy w ciszę – nastawiamy się na słuchanie, rozważanie, adorację, na wspólne przeżywanie Eucharystii i Liturgii Godzin.

Atmosfera Lasek sprzyja ciszy i wpatrywaniu się w TO, co niewidzialne… – ożywia wdzięczność za otrzymane dary Boże, zwłaszcza te szczególne, związane z naszym powołaniem.

Dobroć Boża sprawiła, że TU, obok powstającego DZIEŁA niewidomej matki Elżbiety Czackiej (dziś sługi Bożej), pod czujnym okiem księdza Władysława Korniłowicza (dziś sługi Bożego) kiełkowała i dojrzewała nowa myśl. Było to pragnienie Haliny Dernałowicz – oddania całkowicie swego życia Bogu, ale… w świecie, wśród świeckich zaangażowań społecznych i apostolskich. Chociaż jej kierownik duchowy – Ojciec Korniłowicz znał ją i jej najbliższe środowisko, któremu od kilku lat duchowo przewodził – to jednak myśl ta wydawała mu się i dziwna i nierealna. Widząc szczerość jej powołania, radził, w końcu zdecydował: „Zakon!”. Gdy wbrew pragnieniu, posłuszna tak zarysowanej Woli Bożej była gotowa wstąpić do klasztoru, w dniu oznaczonej daty – Ojciec Korniłowicz nagle powiedział: „Ba, kiedy mi Pan Bóg pokazał, że to nie twoja droga…”.

Halina w tym czasie była oczekiwana na Zjeździe Federacji Katolickich Organizacji Młodzieżowych, a także miała rozpocząć staż podczas Zgromadzenia Ligii Narodów w Genewie. Ojciec poradził jej zatem, aby postarała się odnaleźć, poznać we Fryburgu Szwajcarskim ks. Karola Journeta (późniejszego kardynała, sługę Bożego) – przyjaciela Maritaina – i przedstawić mu swój problem z powołaniem. Może on pomoże…

Pomógł, zrozumiał, przybył do Polski w 1937 roku i dla kilku osób bliskich Halinie poprowadził rekolekcje oparte na rozważaniu Tajemnicy Przemienienia Pańskiego.

Tajemnicę Tę gorącym sercem przyjęła Halina i stała się narzędziem, przez które nas Pan Jezus Przemieniony zgromadził.

Potwierdzeniem drogi życia konsekrowanego w świecie stała się, z radością przyjęta, Konstytucja apostolska Provida Mater Ecclesia – Ojca Świętego Piusa XII z 2 II 1947 roku.

Po latach prób i doświadczeń przeżywanych z aprobatą i błogosławieństwem władz kościelnych – ksiądz prymas kardynał Stefan Wyszyński (sługa Boży) – wydał dekret zatwierdzający nasz „Zespół” jako: Instytut Świecki Przemienienia Pańskiego.

Pamiętam mój pierwszy krok w tej Wspólnocie. Był to Akt Oddania Matce Bożej – Pierwszej Przemienionej – a po odpowiednim czasie przygotowania – śluby trzech rad ewangelicznych wraz ze zobowiązaniem do pełnienia służby apostolskiej dla przemiany świata na chwałę Bożą. I tak zostałam włączona w rodzinę Przemienienia.

W miarę upływu lat, coraz bardziej cenimy w niej DAR naszego charyzmatu Taboru. W jego świetle jaśniej widzimy otaczającą rzeczywistość i pojmujemy bogactwo ewangelicznego przesłania z Góry Świętej. Wśród trudności i zagrożeń, na styku napięć cywilizacyjnych i zmagań o miejsce i chwałę Boga w świecie – możemy ufnie i spokojnie oddychać tlenem nadprzyrodzonej, Bożej atmosfery. Jest to możliwe w oparciu o skałę Kościoła Chrystusowego.

Pamiętam, jak żywo interesowała się pani Halina – nasza Założycielka – wszystkim, co się działo w Kościele i w świecie, jak bardzo często powtarzała swoje ulubione Sentire cum Ecclesia!

Kościół ten, w zarysie, reprezentowali na Taborze wybrani Świadkowie. Wobec nich, tych najbliższych Przyjaciół Pan Jezus odsłonił SIEBIE w tej dotąd skrywanej Wielkiej Tajemnicy. Ukazał Swe Bóstwo i pełnię chwały Swego Przemienionego Człowieczeństwa. Stało się to w czasie intymnego, modlitewnego zjednoczenia z Ojcem. Jakże wzrusza ten Głos Ojca dochodzący z Obłoku – i wyznanie – wobec ludzi – pełnego miłości upodobania w Synu… Jakże wzrusza troska o umocnienie Apostołów na godzinę Krzyża i pouczenie w słowach: „Jego słuchajcie”…

Widzimy w tym zachętę do kontemplacji, do zawierzenia i posłuszeństwa, do ożywiania i realizacji wśród nas duchowości Komunii zakotwiczonej w Bogu – TRÓJCY!

I my też wciąż czujemy się umacniane przez Niego na godziny naszych życiowych prób i krzyży. Dziękujemy za ukazanie na teraz i po wsze czasy wspaniałego CELU, do którego w Chrystusie wszyscy jesteśmy powołani i przeznaczeni przez uczestnictwo w chwale Jego zwycięskiego Zmartwychwstania… Tego zapowiedź już rozbłysła w wydarzeniu Przemienienia na Taborze.

Ta perspektywa wyzwala radość i nadzieję i prowadzi do kontemplacji Oblicza Tego, który jest „Najpiękniejszy z synów ludzkich, Niezrównany” (Vita Consecrata).

W czasie rekolekcji, dzięki naukom Księdza Rekolekcjonisty, jaśniej poznałam głębię miłości naszego Pana, który jako Prawdziwy Bóg i Prawdziwy Człowiek poddał się w Swym życiu niejednej przemianie… Przebył drogę: przez Wcielenie i życie ukryte w ludzkiej zwyczajności, przez Przemienienie na Taborze…, przez dar Eucharystii na Ostatniej Wieczerzy, przez zupełne wyniszczenie i wejście w śmierć, do wyniesienia Człowieczeństwa w zwycięskiej chwale Zmartwychwstania, a przez Swe Mistyczne Ciało do… utożsamienia się z każdym człowiekiem…

Pragniemy, aby i przez nasze życie, przez wszystkie jego etapy, przeszedł Pan Jezus, wejrzał na nasze mizerne wysiłki nawracania się i dopomagał Swą przemieniającą mocą.

O zmierzchu ostatniego dnia rekolekcji otoczyłyśmy mogiłę śp. Haliny na cmentarzu i w modlitwie polecałyśmy Panu Ją i Te, które uprzedziły nas w drodze do Domu Ojca.

Jeszcze tylko rozśpiewany, pogodny wieczór i po porannej Mszy świętej z błogosławieństwem i misją wracamy do swoich domów, do pracy w szkole, w szpitalu, w hospicjum, w biurze, na uczelni itp. Nie podejmujemy jakiegoś określonego „dzieła”, ale staramy się świadczyć i służyć z miłością na samym końcu łańcucha relacji ludzkich: w rodzinie, w pracy zawodowej i przez nią, w sąsiedztwie, w parafii, wśród przyjaciół i znajomych, wśród ludzi, we wszystkich okolicznościach życia. Dzieje się to w konkretnych, skromnych warunkach życia wśród cierpienia i ograniczonych możliwości.

Problemy, biedy, cierpienia i radości własne i cudze niesiemy na codzienną Eucharystię, ucząc się z pomocą Matki Bożej i naszej Matki we wszystkim widzieć, przyjmować i wielbić Wolę Bożą.

Teresa


Nasza strona, jak kaźda inna, korzysta z plików COOKIE.
Wykorzystujemy je głównie do tworzenia statystyk oglądalności strony.
Korzystając z tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie przez nas plików COOKIE.